specjalizacje, pisanie opracowań

Twórczość Tadeusza Rittnera – analiza historycznoliteracka dramatu pt: „Lato” - Relacje interpersonalne bohaterów utworu

Problematyka związana z twórczością Tadeusza Rittnera zaprezentowana w naszej publikacji może być ciekawym tematem do własnych rozważań. Praca magisterska czy też praca licencjacka pisana na ten temat i poruszająca interpersonalne problemy bohaterów utworu Rittnera może być tym bardziej interesująca, ponieważ jeden z aspektów został właśnie ukazany, a to z kolei może być bodźcem do poszukiwania innego ujęcia omawianej problematyki. Co do końcowych wniosków, do których dojdziemy na zakończenie naszych rozważań mogą być równie zaskakujące jak cała twórczość pisarza.

Relacje interpersonalne bohaterów utworu

W tej części analizy odpowiemy sobie na pytanie postawione w tytule niniejszego rozdziału: czym jest ta anty-komedia? Czy to dramat o miłości, czy też komedia o ludzkich emocjach? Aby dokonać właściwego wyboru, należy prześledzić dokładnie stosunki interpersonalne zachodzące pomiędzy bohaterami sztuki. Na plan pierwszy wysuwają się dwa główne wątki, w których główną rolę odgrywa Maja. Pierwszy z nich to kłopoty małżeńskie pani dyrektorowej, a drugi to jej romans z Janem Torupem. Charakterystyka bohaterów, dokonana powyżej wskazała nam istotne cechy natury Mai: kapryśność, egoizm, a także znudzenie wiedzionym od lat życiem. Choć Rittner przedstawia Maję w ciągu kilku letnich miesięcy, mamy wrażenie i wiemy to z treści sztuki, że pani dyrektorowa te kłopoty z zadowoleniem z życia ma już od wielu lat.

Spróbujmy na początek dokonać krótkiego streszczenia akcji w Lecie. Spotykamy bohaterów dramatu na początku lipca, po tygodniowym już ich pobycie w sanatorium. Towarzystwo pan i panów umila sobie czas nadmorskiej kuracji rozmowami i spacerami oraz wypadami do miasta. Od pierwszych chwil pobytu w sanatorium w pani dyrektorowej zakochuje się Torup, który w żaden sposób nie potrafi tego wyznać Mai. Ona prowokuje go i zaczepia, a on bezwolnie wykonuje wszystkie jej zalecenia i rozkazy. Wzbudza przy tym rozbawienie towarzystwa, które doskonale widzi jego miłosne zaślepienie. Goście zauważają też, zwłaszcza kobiety, że Maja nie darzy głębokim uczuciem swojego męża, ona sama mówi o sobie, że:  Być moim mężem – to przykry los[1].

Między małżonkami raz po raz wybuchają utarczki słowne, w których Doktor zarzuca żonie uczuciową obojętność lub zgoła nienawiść. Widząc chęć Mai do ponownego flirtu, tym razem z Torupem, Doktor w rozpaczy i akcie zemsty postanawia oszukać młodego pacjenta i wmówić mu, że jest ciężko chory na serce oraz że pozostało mu tylko kilka tygodni życia. Kłamstwo, które w zamierzeniu Doktora miało być karą, okazuje się wielkim wybawieniem Torupa i przyczyną jego nieoczekiwanej wielkiej przemiany wewnętrznej. Wyzwolony z odpowiedzialności za przyszłe życie i konsekwencje własnych czynów Torup wyznaje gwałtownie swoją miłość Mai i namawia ją na ucieczkę od męża i dzieci. Chce bowiem przed śmiercią zaznać prawdziwej rozkoszy i wszystkich przyjemności dostępnych człowiekowi na ziemi. Maja zaskoczona i onieśmielona takim obrotem sprawy ostatecznie pozwala się namówić na wyjazd. W tym samym czasie jej mąż dla wzbudzenia w niej zazdrości nawiązuje kilkutygodniowy romans z jedną z pacjentek – Lili i kupuje jej suknie i kapelusze. Jednak ta rozrzutność i ostentacja męża nie wzbudza w Mai gorętszych uczuć dla niego. Torup odważny i w niepojęty sposób czarujący staje się na krótki czas duszą towarzystwa, a jego walory dostrzegają kobiety. Na jakiś czas nawet Torup staje się ważniejszy do podziwianego stale Goldersa.

Czar chwili i zachwyt nad pięknem mijającego lata pryska w umyśle Torupa wraz z otrzymaniem prawdziwych informacji na temat swojego stanu zdrowia. Gdy dowiaduje się, że jego losem jest dalsze życie, znowu ze strachu przed odpowiedzialnością staje się zahukanym, nieporadnym emocjonalnie człowiekiem. W tym samym czasie Maja spostrzega, iż mąż nie kontaktuje się z nią od jakiegoś czasu. Nie wymawia do niej ani jednego słowa i nie patrzy na nią. Doktor robi to z powodu rozpaczy, nie ma odwagi ani siły patrzeć na żonę, dodatkowo czuje się winny intrygi, którą uknuł wmawiając Torupowi śmiertelną chorobę. Gdy Maja wie już, że odejdzie z Torupem próbuje jeszcze po raz ostatni porozmawiać z mężem, który zbywa ją półsłówkami zajęty przeglądaniem dokumentów. To właśnie ta obojętna postawa, a nie jawna zdrada z pacjentką, powoduje, iż Maja na nowo chce zbliżyć się do męża. Zdaje sobie bowiem sprawę, że nie potrafi żyć bez jego ciągłego zachwytu jej osobą. Widzi także, że Torup, uświadomiony przez Lili, że jest zupełnie zdrów, znowu stał się zastraszonym wewnętrznie dzieckiem. Torup usiłuje po raz drugi popełnić samobójstwo, ale także i tym razem Golders wyławia go z morza. Maja w pośpiechu wraca zatem do męża, okłamuje go, że Torup chciał umrzeć, bo ona nie odwzajemnia jego uczuć. Doktor uwolniony z poczucia winy w pośpiechu wyjeżdża z żoną na powtórny miesiąc miodowy. Tak kończy się ten nieudany romans i kończy się lato.

Na drugim planie, w tle towarzyszą bohaterom wydarzenia w życiu pensjonariuszy sanatorium. Panna Ernestyna postanawia zaręczyć się z Goldersem, a zazdrosna o niego Pani Gianetti wraz z matką Ernestyny – Panią Pouchard pisze do młodej kobiety anonimowe oszczercze listy na temat Golders, aby zniechęcić ją do zamążpójścia.

Relacja miedzy małżonkami staje się w zasadzie osią całej sztuki. Znudzona życiem Maja zabawia się we flirty, doprowadzając rozsądnego i przedsiębiorczego męża do rozstroju nerwowego. Nie rozumie swojej żony, ale dowiaduje się od niej samej, jakie łączą ich więzy:

„Maja: Z każdego twego słowa znać, jak ty mnie nienawidzisz.

Doktór: Prze… ciwnie. Ty mnie nienawidzisz.

Maja: Mylisz się. Jesteś mi obojętny.

Doktór: A widzisz, widzisz! I ja to mam znosić?!

Maja: Jesteś dziecinny. Przecież musisz to znosić. Uczucia mego nie zmienisz.

Doktór: O, ty w… ogóle nie masz dla mnie uczucia. Dlaczego nie?! Jestem twoim mężem. Mam prawo, prawo –  (…) Nie dam się męczyć. Przecież dawniej… dawniej było inaczej…

Maja: Nic nie było, nigdy. Mamy wprawdzie dzieci – ale teraz nie chce mi się w to wierzyć. Mówisz, że jesteś młody? Otóż słuchaj: ja byłam młoda. Daj mi spokój…”[2]

Wydaje się, że ten układ jest już raz na zawsze określony i nic go nie zmieni. Mai imponują westchnienia innych mężczyzn, ale wystarcza jej tylko ich cicha adoracja. Nie przekracza bowiem granic przyzwoitości. Woli być postrzegana jako obiekt pożądania, nie korzystając z rozkoszy miłości pozamałżeńskiej. Pojawienie się Torupa tylko pozornie zmienia jej myślenie. Gdy młodzieniec odważnie wyznaje jej miłość, stawia ją w trudnej sytuacji, ale jednocześnie pociąga. Maja jest nawet w stanie przyznać się do wzajemności. Czyni to chyba jednak tylko po to, aby wypełnić romansowy schemat. Wolałaby przecież, aby ta namiętność pozostała tylko w słowach i bez spełnienia:

„Torup: Przecież wiedzieliśmy od dawna, że się kochamy.

Maja: Tak, wiedzieliśmy…

Torup: Od pierwszej godziny…

Maja: Ach, czy ta pierwsza godzina nie była najpiękniejsza? Wszystko już w niej było – i tak godzina, i wszystkie… Niech pan przyzna…”[3]

Maja jest w gruncie rzeczy osobą niezwykle wygodną i praktyczną. Doświadczona kilkunastoletnim związkiem ma poczucie zapewnionego bezpieczeństwa emocjonalnego i finansowego. Nie wierzy też ostatecznie w trwałość namiętności:

A jak trzeba będzie wrócić, to co?... Jakże znajdę znowu drogę do tego, co było – do tego, co być musi, musi…[4]

Bo choć wmawia swojemu mężowi jego nienawiść do niej, dobrze wie, kim i czym dla niego jest:

Nie mogę żyć w grobie. Dlaczego on do mnie nie mówi? Dawniej byłam mu wszystkim… Byłam jego myślą, światłem, życiem… Teraz milczy[5]

Maja wyznaje Torupowi, że dotąd, prawie od trzydziestu lat była oschła i zimna, choć stale miała na własność niezmierną miłość męża. Twierdzi też, że to namiętność do Torupa wzburzyła w niej krew i od tej pory nie potrafi żyć bez miłości. Wydaje się jednak, że w żadnym z tych związków Maja nie jest kobietą spełnioną. Nie potrafi bowiem zrezygnować z dotychczasowej egzystencji i rzucić się w nieznane. Nie jest pewna, jak Torup poradzi sobie z codziennością, podczas gdy ona przyzwyczajona jest do spokoju. Musi mieć stałe oparcie w kimś silniejszym psychicznie i dlatego bardzo szybko, instynktownie zwraca się ku mężowi, będącemu ostoją bezpieczeństwa. Gdy pensjonariuszka Lili tłumaczy Torupowi, że ten będzie jeszcze długo żył w zdrowiu, tworzy jednocześnie doskonały w swej trafności obraz małżeństwa Doktora z Mają:

„Ale może pan pisać wiersze o Maji. Nawet jak pan pojedzie. Ot, widzi pan, dyrektor kocha swą żonę już przeszło dziesięć lat, a ona tego nawet nie czuje. Jej przy tym po prostu nie ma. To wasza specjalność męska. (…) Niech się pan ożeni z jakąś uczciwa dziewczyną, która ma pieniądze i umie gotować”[6].

Odwrócenie ról zaproponowanych Torupowi w wizji Lili powoduje, że mamy przed oczami układ panujący w związku Doktorostwa. On jest uczciwym mężczyzną z pieniędzmi, a ona jego miłością i matką jego dzieci. Warto jeszcze zwrócić uwagę na jeden aspekt romansu Mai z Torupem. W czasie rozmowy z mężem Maja wspomina o tym, że była kiedyś młoda. Dziś czuje się już doświadczona i postarzała. Nowy związek mógłby w jej świadomości cofnąć czas: Chcę zacząć na nowo – zacząć znowu od młodości. To jest dla mnie „miłość”[7].

Jaką zatem rolę pełni w dramacie Torup, który miałby dać Mai miłość? Jest z pewnością postacią inną nieco od pozostałych. Jest także zarazem bohaterem, który tłumaczy wprost znaczenie czasu i przestrzeni sztuki. To właśnie jemu przydarza się w czasie lata choroba, miłość i śmierć. Żyje w przekonaniu, że czas, który został mu dany, jest wyjątkowy i jedyny i właśnie teraz musi go w pełni wykorzystać, nie bacząc na to, co będzie potem. Najpierw paraliżuje go strach przed życiem. Nie chce podejmować odpowiedzialności za swój los, z niechęcią myśli o pracy zarobkowej. Informacja o śmiertelnej chorobie zamiast martwić – raduje go. Oto bowiem będzie mógł bezkarnie szaleć, kochać, zachwycać się życiem i wreszcie egzystować bez lęku. Do tego życie to nie będzie mogło go znudzić, ani zmęczyć. Będzie zbyt krótkie, a jednocześnie zbyt intensywne, aby szukać w nim miejsca na refleksję. Torup może swoim zachowaniem drażnić. Jako pozbawiona odwagi jednostka nie jest atrakcyjny dla kobiet oraz interesujący towarzysko. Nic mu zresztą w życiu nie wychodzi. Nie potrafi przecież nawet popełnić porządnie samobójstwa. Kobiety ostatecznie uciekają od niego i jego nieudacznictwa. Przed jego poetycką wizją życia, choćby była najpiękniejsza, uciekają w ramiona stąpających po pewnym gruncie mężczyzn, a refleksja, którą na ten temat wypowiada Torup, choć smutna, brzmi dla otoczenia anegdotycznie: „Nieraz bywa, że kobieta, którą znam dłużej, staje się matką. (…) Ale… ja nigdy nie jestem ojcem” [8]

Wszystko, czym Torup odznacza się w tkance dramatu, nie jest do końca prawdziwe. Choroba, na którą choruje, nie istnieje. Jest wymyślona przez Doktora i zdemaskowana przez Lili. Miłość, która ma zmienić jego życie, okazuje się kaprysem kobiety szukającej okazji do flirtu i przygody. Śmierć, najpierw ta zapowiedziana przez medyka, a następnie ta zadana samemu sobie, jest tylko pewną potencjalnością. Za każdym razem, gdy Golders ratuje Torupa nie wiemy ostatecznie, czy rzeczywiście młodzieniec pragnie umrzeć. Za pierwszym razem przecież niefortunnie wsiadał do łódki. Dopiero druga próba samobójcza ma pewne znamiona prawdopodobieństwa. A jednak także i w tej sytuacji pomoc Goldersa jest natychmiastowa, oznacza to więc, że Torup skacze do wody w publicznym miejscu, tak, aby być zauważonym.

Akceptacja świata i podziwianie jego piękna przez Torupa przekonanego o rychłej śmierci wzbudza pewne wątpliwości. Gdy bowiem okazuje się, że przyjdzie mu żyć, zamiast cieszyć się, ze zdumieniem i przerażeniem krzyczy: „Ja mam… co?... ja mam więc naprawdę żyć?! Co?! Teraz, naraz mam… żyć? (…) Teraz wierzę… Teraz wierzę. Czuję znowu przed sobą lata, lata… całe, długie życie ludzkie… Minęło lato…”[9]

Torup nie potrafi ponieść żadnej odpowiedzialności. Wychowywany i utrzymywany do tej pory przez matkę nie umie odnaleźć się jako dorosły człowiek w świecie. Dlatego Mai – równolatce -  jest tak łatwo traktować go jak dużo młodszego. Protekcjonalnego tonu używa także w kontaktach z nim Golders. Torup nie chce ponosić odpowiedzialności za życie, ale chce być także zwolniony z odpowiedzialności za własną śmierć, dlatego z taką ulgą i patologiczną wręcz radością przyjmuje wiadomość o chorobie, która go od tej odpowiedzialności uwolni.

Podczas gdy między Doktorem, Mają i Torupem rozgrywa się dramat zdrady i miłości, pozostali mieszkańcy sanatorium również układają swoje życie, ale w zupełnie inny sposób. Młoda Ernestyna podejmuje w czasie tych letnich miesięcy ważną życiową decyzję, przyjmuje bowiem oświadczyny Goldersa. Ten ma zupełnie inny pogląd na miłość niż Torup. Swoim trzeźwym spojrzeniem na rzeczywistość zdaje się ostatecznie wygrywać z młodzieńcem:

„Całe pańskie nieszczęście pochodzi stąd, że pan nic nie wie. Mimo pańską „wyższą edukację” pan nie ma pojęcia o tym, co to jest miłość. Pan myśli, że miłość to… „wzniosłe, boskie uczucie” czy jak… (…) Monsieur – mnie kochają kobiety, bo ja znam je. Dlatego… I będą mnie zawsze kochały, a pana nigdy… (…) Bo pan nie ma o nich najmniejszego pojęcia”[10].

Ernestyna także wybiera aspekt praktyczny związku z Goldersem. Wydaje się być na tyle silna psychicznie, aby poradzić sobie z jego charakterem. W młodości i podszeptach serca widzi raczej niebezpieczeństwo: „Mama jest tylko zazdrosna. Bez przedmiotu. Głównie dlatego, że ja mam może czterdzieści lat przed sobą, a ona w najlepszym razie połowę. Ach, gdyby wiedziała, jak chętnie zrezygnowałabym z tej różnicy na jej korzyść”[11].

Dlatego zwycięża w niej rozsądek. Wybór serca zastępuje wyborem mniejszego ryzyka, od początku jest bowiem świadoma siebie, swoich potrzeb i tego, czego osiągnąć nie może lub też wydaje jej się, że nie może mieć. Pomimo pozornego kontrastu pomiędzy Ernestyną i Mają – są one do siebie podobne. Nie kierują się bowiem w życiu naiwnością i ślepą wiarą w miłość płonącą równym ogniem przez cały czas.

Ta ocena przesuwa ciężar interpretacyjny dramatu Rittnera w stronę utworu o tematyce psychologicznej. Jest to przede wszystkim sztuka o miłości i jej pragnieniu oraz niespełnieniu, a może także niemożliwości jej spełnienia. Nie ma w niej jednak tak charakterystycznych dla komedii perypetii miłosnych przypadków i zbiegów okoliczności prowadzących do szczęśliwego finału. W klasycznej komedii przypadek przywracał społeczny i uczuciowy ład. W dramacie Rittnera porządek zostaje zaprowadzony przez samych bohaterów, którzy nie chcą podejmować ryzyka, odstępują od pierwotnych zamierzeń, wycofują się w bezpieczne miejsca. Nie znajdziemy w antykomedii Rittnera naiwności serca. Jedyną postacią, która mogłaby być w ten sposób postrzegana jest Torup, ale i on bardziej przypomina romantycznego, nieszczęśliwego kochanka oraz dekadenta. Choć cierpi, nie będzie walczył o uczucie. Gdy może już po nie sięgnąć – wycofuje się ze strachem. Jego miłość okazuje się jedynie ułudą i pozą.

Widzimy w tej sztuce bardzo duże emocje. Doktor odczuwa silną miłość, pożądanie, nienawiść i rozpacz. Torup cierpi i raduje się, a Maja po raz pierwszy dopiero w ostatnim akcie doznaje prawdziwego afektu. Okazuje się, że perspektywa utraty tego, co miała zawsze, czyli uczucia męża, doprowadza ją do przerażenia i poczucia silnego przywiązania. Rittner pokazuje nam ludzi, którzy nie potrafią się porozumieć. Maja uprzedza myśli i słowa swojego męża, tak jak w znaczącej scenie pierwszego aktu, gdy komunikuje mu wieść o ciężkiej chorobie ciotki. Nie czekając na informację o jej śmierci, każe przygotowywać żałobne ubrania dla całej rodziny. Próba zdroworozsądkowego potraktowania przez Doktora tej sprawy jest przez Maję brana jako niechęć męża do jej rodziny. Żona jest jeszcze przed rozmową z mężem, z góry przekonana o jego poglądach, dlatego każda jego wypowiedź jest przez nią interpretowana według założonej przez nią wcześniej tezy.

Z punktu widzenia przedstawionych wcześniej założeń komizmu mamy w Lecie do czynienia chyba przede wszystkim  z deformacją oraz kondensacją zjawisk i zachowań. Rittner zderzył nas z rzeczywistością mieszczańską pokazując ludzi zamkniętych w swoich wewnętrznych światach marzeń, iluzji i oczekiwań. Nie istnieje pomiędzy nimi porozumienie, bo co innego mówią, co innego czują, a jeszcze co innego czynią. Prowadzą życie na pokaz, przykładem jest tu Maja albo zachwycają się życiem tak jak Torup, ale tylko wtedy, gdy spełnia ono ich warunki. W ostatecznym rozrachunku wszyscy wybierają to co wygodne i bezpieczne, znajome i niewymagające wysiłku. A czas lata i życia mija bezpowrotnie.

 

Autor: MK KORPEX
KORPEX - Nauczanie i Wiedza Praktyczna

 


[1] T. Rittner, Lato. Komedia, [w:] Tegoż, Dramaty, t. II, opr. Z. Raszewski, Warszawa 1966, s. 135

[2] T. Rittner, Lato. Komedia, [w:] Tegoż, Dramaty, t. II, opr. Z. Raszewski, Warszawa 1966, s. 147-148

[3] T. Rittner, Lato. Komedia, [w:] Tegoż, Dramaty, t. II, opr. Z. Raszewski, Warszawa 1966, s. 195

[4] T. Rittner, Lato. Komedia, [w:] Tegoż, Dramaty, t. II, opr. Z. Raszewski, Warszawa 1966, s. 196

[5] T. Rittner, Lato. Komedia, [w:] Tegoż, Dramaty, t. II, opr. Z. Raszewski, Warszawa 1966, s. 230

[6] T. Rittner, Lato. Komedia, [w:] Tegoż, Dramaty, t. II, opr. Z. Raszewski, Warszawa 1966, s. 228

[7] T. Rittner, Lato. Komedia, [w:] Tegoż, Dramaty, t. II, opr. Z. Raszewski, Warszawa 1966, s. 214

[8] T. Rittner, Lato. Komedia, [w:] Tegoż, Dramaty, t. II, opr. Z. Raszewski, Warszawa 1966, s. 240-241

[9] T. Rittner, Lato. Komedia, [w:] Tegoż, Dramaty, t. II, opr. Z. Raszewski, Warszawa 1966, s. 228

[10] T. Rittner, Lato. Komedia, [w:] Tegoż, Dramaty, t. II, opr. Z. Raszewski, Warszawa 1966, s. 239

[11] T. Rittner, Lato. Komedia, [w:] Tegoż, Dramaty, t. II, opr. Z. Raszewski, Warszawa 1966, s. 224